Gdyby porównać go do innej gwiazdy rocka – musiałby to być Bryan Adams, być może Sting. Młodo wyglądający facet z gitarą i elektryzującym głosem – to właśnie Steven Curtis Chapman. Wielka legenda sceny muzycznej CCM, tworząca na niej od niemal trzydziestu lat i z dorobkiem dwudziestu albumów studyjnych!

W tym roku wydał płytę „Worship and Believe”, która różni się od jego poprzednich rock-and-rollowych gitarowych piosenek. I choć nie ma nic odkrywczego w jego pieśniach uwielbieniowych, to wokalista wykonuje je z wielkim wdziękiem oraz w swoim własnym stylu.

Jego ojciec posiadał sklep z gitarami, zatem muzyka w jego domu rodzinnym była obecna od zawsze. Tą spuściznę przekazał także swoim dzieciom – jego synowie Caleb i Will współtworzą indie-rockowy zespół Colony House.

Steven Curtis Chapman, prywatnie mąż i ojciec szóstki dzieci (po części już dorosłych). Trójkę najmłodszych córek adoptowali z Chin. Jest też głęboko wierzącym chrześcijaninem, który na wierze opiera swoje życie rodzinne oraz zawodowe. Nie są to tylko puste słowa, ale prawdziwe świadectwo wiary, które artysta wraz z rodziną dali światu w obliczu rodzinnej tragedii. W 2008 roku ich najmłodsza córeczka zginęła w tragicznym wypadku na terenie ich posesji.

Rodzina wielokrotnie opowiadała o swoim doświadczeniu w telewizji, dzieląc się tym w jaki sposób wiara w Boga pomogła im przetrwać ten trudny czas żałoby po pięcioletniej dziewczynce, a następnie zacząć żyć na nowo, z nadzieją, że spotkają się ponownie w niebie.

Choć były momenty, że chciał porzucić swoją karierę artystyczną, doszedł do wniosku, że malutka Maria Chapman chciałaby raczej, aby jej Tata nadal śpiewał, także dla niej. Muzyka i pisanie piosenek, przyznaje, ma dodatkowo działanie oczyszczające.

23 lipca Steven Curtis Chapman wystąpi w Katowicach na Lotnisku Muchowiec w ramach „Spotkania na Górze Karmel” ŚDM 2016.

scc