Ostatnie trzy lata, które upłynęły od wydania płyty „Majestic”, były dla Kari Jobe czasem wielu ważnych wydarzeń, a w konsekwencji przemyśleń i emocji wyzwalających  w artystycznych duszach pokłady mocy twórczych. Wokalistka wyszła za mąż,  została matką i niezwykle osobiście przeżyła tragedię swojej siostry, która urodziła martwe dziecko w siódmym miesiącu ciąży. To zdarzenie dało początek inspiracjom na najnowszy album pt. „The Garden”, który został napisany z myślą o tych, których spowija ból i cierpienie.

Tytułowy motyw ogrodu nawiązuje po części do biblijnego Edenu, czyli atmosfery pełnej bezpieczeństwa oraz pokoju, bliskiej relacji z Bogiem i Jego wszechobecności.  Miejsca, gdzie można odkryć swoje nagości i nie spodziewając się zranienia, doznać głębokiej odnowy.  Kompozycje proponowane przez Kari Jobe odtwarzają dźwiękami te niemal szklarniane warunki.  Płyta odznacza się więc subtelnością wyrazu, a wiele muzycznych fraz zdaje się być ulotnymi. Niektóre aranżacje uciekają się zaś do impresji fonicznych rzeczywistego ogrodu – można usłyszeć  imitowany śpiew ptaków, czy odgłos kapiących kropli deszczu.

Ta subtelna oprawa płyty nie urzekła mnie jednak do końca. Chodzi mi tutaj o jej walory muzyczne. Nawet po kilkukrotnym przesłuchaniu płyty trudno mi było przypomnieć sobie konkretne kompozycje (za wyjątkiem „The Garden” i „Heal Our Land”). Piosenki z płyty zlewają się w jedną całość, pamięta się głównie ich styl. Cenna delikatność nie przebiła się przez homogenię utworów i po części stała się mankamentem projektu. Brakowało mi też bardziej ambitnych tekstów, chociaż zdaję sobie sprawę z faktu, że w kryzysach slogonowe hasła, często najmocniej trafiają do pełnych smutku serc, jako te najprostsze i najpotrzebniejsze prawdy.

Po osłuchaniu się z albumem pt. „The Garden” wciąż mam ambiwalentne odczucia. Pomimo tego, że pomysł na płytę idzie z duchem czasów, a różowy kolor okładki po prostu mnie magnetyzuje :), to jestem odrobinę zawiedziona twórczą monotonią i pewną nadwrażliwością, którą prezentuje sobą Kari Jobe.

Polecam uczuciowcom:). Płyta idealna na czekaną wiosnę:).

Czytaj więcej na: http://recenzjechrzescijanskie.pl/the-garden-kari-jobe/