Historia opowiedziana w filmie kończy się tragicznym wydarzeniem z 20 kwietnia 1999 roku w Columbine High School i gdyby nie ta świadomość, można by pomyśleć, że jest to lekka opowieść o typowych przeżyciach każdej nastolatki, stąd wydaje się, że znacznie chętniej obejrzałyby go kobiety i dziewczęta, gdyż której z nas nie są bliskie historie miłosne, pierwsze fascynacje, zranienia i wątpliwości w sprawach sercowych i nie tylko? Ponadto film porusza również problematykę prawdziwej przyjaźni, lojalności oraz kwestii wyboru swojej życiowej drogi. Kilka łez i uśmiechów – gwarantowane!
Co więc wyróżnia go od innych tego typu produkcji, których przecież nie brakuje na rynku? Jako, że jego dystrybutorem jest „Kondrat-Media” od razu można się domyślić, że jest to film, w którym znajdą się wartości chrześcijańskie. Z jednej strony jest to film, który w założeniu ma ewangelizować, ale tak naprawdę jednak jest już dla ludzi zewangelizowanych. To film, który jednak trochę upraszcza poszukiwanie odpowiedzi na pytania „kim jestem i do kogo należę?” i skraca do minimum kwestie kryzysu w wierze. Z drugiej zaś strony to film, który uświadamia, że Bóg nie marnuje niczego, nawet złych rzeczy. Film, który daje nadzieję, że można, że wszystko jest możliwe. Film, który pokazuje, że nawet dziś, są wśród nas osoby odważne, pełne miłości i wiary, a przy tym zwyczajne, prowadzące taki sam tryb życia, pełne marzeń, nadziei i zranień. Film, który dowodzi, że mimo XXI wieku można żyć z Jezusem, być może po ludzku coś tracić, jednak zyskiwać w dłuższej perspektywie.
To co przychodzi jednak na myśl od razu po obejrzeniu filmu, to pytanie dlaczego taki tytuł filmu w polskiej dystrybucji? Przecież angielskie ‘I’m Not Ashamed’ znacznie bardziej oddaje istotę poruszanych kwestii w filmie, bo przecież to z czym głównie borykała się główna bohaterka to czy przyznać się do Jezusa i świadczyć o Nim. Być może wynikało to z kwestii marketingowych. Jednak angielski tytuł filmu (tłum. dosł. „Nie wstydzę się”) zdecydowanie bardziej oddaje istotę przesłania filmu – gdy prawdziwie kochamy, nie boimy się tego wyznać bez względu na okoliczności.

Dlaczego warto, aby film obejrzeli również mężczyźni? Jest to swoisty wyrzut sumienia w wielu kwestiach codziennego życia, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu, komu z nas nie zdarza się ignorować potrzebującego, bać się sprzeciwić grupie, pójść pod prąd i wiele, wiele więcej. Film jednak uwrażliwia nas na problematykę upokorzenia w grupie rówieśniczej, co, jak się okazuje, może mieć tragiczne w skutkach rezultaty, bo to, że sprawcy posunęli się do takiego, a nie innego czynu, nie narodziło się w próżni. Nie radząc sobie z tym trudnym doświadczeniem, wkroczyli drogę zemsty – a nie przebaczenia. Niestety nie znaleźli drugiego człowieka – tylko ideologię. Film skłania do refleksji – czy można było tego uniknąć i czy można zrobić coś, by zapobiec temu w przyszłości, nie tylko tak dramatycznym wydarzeniom, ale również sytuacjom, w których osoby z najbliższego otoczenia są odrzucane. Tak, to jest również film dla mężczyzn.
I na koniec jeszcze jedna refleksja. Choć akcja toczy filmu się 20 lat temu, co drugi jego bohater zetknął się z doświadczeniem rozwodu rodziców, odnosi się wrażenie, że tak jak i dziś już wtedy było to zjawisko powszechne. Rzeczywiście, jak pokazują badania, zarówno te o skali międzynarodowej, jak i te przeprowadzone w Polsce, niestety tendencja ta ma charakter rosnący. Jak więc młodzi ludzie z rozbitych rodzin, pełni zranień, bólu i poczucia niesprawiedliwości mają dokonywać dobrych wyborów i odnaleźć się w otaczającym ich świecie? Kiedy brakuje odpowiedzialności za własne decyzje nawet wśród rodziców, konsekwencji doświadczają niewinne osoby. “Moja miłość” doskonale przedstawia to zjawisko.
Warto więc samemu obejrzeć film, krytycznie się do niego odnieść i dokonać indywidualnych refleksji, gdyż każdy odnajdzie w nim z pewnością coś dla siebie.

Tekst: Monika

Film wchodzi do polskich kin od 2 marca 2018
Zobacz zwiastun filmu: